Nie mogę przeboleć swojego
mieszkania zielona góra |Apartamenty nad morzem |Buty damskie
„Nie mogę przeboleć swojego gapiostwa. Na obrzmiałych wargach ręcznik zmoczony w zimnej wodzie. Wstyd mi, że mając za sobą tyle doświadczeń, tyle komandoskich kursów i ćwiczeń w pełnym zagrożeniu ze strony angielskich służb bezpieczeństwa, wojska i obrony terytorialnej — dałem się tak głupio zaskoczyć. Dobra nauczka na przyszłość.
Przyszłość. Co ona niesie Czy otrzymam wreszcie inne zadania Nie umiem wróżyć z kart ani z fusów. Muszę się więc uzbroić w cierpliwość i czekać.
Z dymem pożarów...
Ranek 22 lipca. Wyszedłem z mieszkania nieco wcześniej niż zazwyczaj, aby bez zbytniego pośpiechu stawić się o umówionej godzinie na ulicy Polnej pod politechniką. Mam tam spotkać w kawiarni majora „Mechanika".
U wylotu Dymińskiej zaskakujący widok. Od strony wiaduktu ulicą Mickiewicza ciągnie w kierunku Bielan nie kończący się sznur taborów wojskowych. Ich opłakany stan pozwala sądzić, że wracają chyba z frontu, zza Wisły. Wyraźny bałagan i rozprzężenie. Po torach przy Dworcu Gdańskim przetaczają się na zachód pociągi ewakuacyjne.
Podobny obrazek w Śródmieściu. Przez most Poniatowskiego również jadą taborowe kolumny przemieszane z oddziałami wojskowymi. Widać i czołgi. Zdążają na Ochotę, a potem pójdą pewnie dalej. Domyślam się, że Niemcy dostają niezłe cięgi na coraz bliższym froncie i usiłują po prostu odskoczyć od przeciwnika. Ma to być zapewne ów „planowy" odwrót. Głoszą zresztą o nim od dłuższego czasu zamontowane na ulicznych latarniach okupacyjne „szczekaczki".“(1)
spływy kajakowe |kurs na architekture |lokata strukturyzowana
„Nie mogę przeboleć swojego gapiostwa. Na obrzmiałych wargach ręcznik zmoczony w zimnej wodzie. Wstyd mi, że mając za sobą tyle doświadczeń, tyle komandoskich kursów i ćwiczeń w pełnym zagrożeniu ze strony angielskich służb bezpieczeństwa, wojska i obrony terytorialnej — dałem się tak głupio zaskoczyć. Dobra nauczka na przyszłość.
Przyszłość. Co ona niesie Czy otrzymam wreszcie inne zadania Nie umiem wróżyć z kart ani z fusów. Muszę się więc uzbroić w cierpliwość i czekać.
Z dymem pożarów...
Ranek 22 lipca. Wyszedłem z mieszkania nieco wcześniej niż zazwyczaj, aby bez zbytniego pośpiechu stawić się o umówionej godzinie na ulicy Polnej pod politechniką. Mam tam spotkać w kawiarni majora „Mechanika".
U wylotu Dymińskiej zaskakujący widok. Od strony wiaduktu ulicą Mickiewicza ciągnie w kierunku Bielan nie kończący się sznur taborów wojskowych. Ich opłakany stan pozwala sądzić, że wracają chyba z frontu, zza Wisły. Wyraźny bałagan i rozprzężenie. Po torach przy Dworcu Gdańskim przetaczają się na zachód pociągi ewakuacyjne.
Podobny obrazek w Śródmieściu. Przez most Poniatowskiego również jadą taborowe kolumny przemieszane z oddziałami wojskowymi. Widać i czołgi. Zdążają na Ochotę, a potem pójdą pewnie dalej. Domyślam się, że Niemcy dostają niezłe cięgi na coraz bliższym froncie i usiłują po prostu odskoczyć od przeciwnika. Ma to być zapewne ów „planowy" odwrót. Głoszą zresztą o nim od dłuższego czasu zamontowane na ulicznych latarniach okupacyjne „szczekaczki".“(1)
<<<< Żadna ze stron nie chciała
|
spływy kajakowe |kurs na architekture |lokata strukturyzowana